Pohl Frederic - Gateway Spotkanie Z Heechami - Geografia nieba


    Gdzie ja tak naprawd� by�em? Du�o czasu zaj�o mi znalezienie odpowiedzi na to pytanie, nie tylko dlatego, �e m�j mentor, Albert, odrzuca� je jako g�upie.
    - Pytanie "gdzie" jest g�upawym ludzkim przes�dem, Robinie - zrz�dzi�. - Skup si�! Ucz si�, jak dzia�a� i czu�! Zostaw sobie filozofi� i metafizyk� na d�ugie wieczory leniuchowania z fajk� i kuflem dobrego piwa!
    - Piwa Albercie? Westchn��.
    - Elektronicznym odpowiednikiem piwa - odpar� z rozdra�nieniem - kt�re jest wystarczaj�co "prawdziwe" dla elektronicznego odpowiednika cz�owieka. A teraz czy m�g�by� skoncentrowa� si� na danych, kt�re ci przesy�am, gdy� s� to obrazy wideo ze sterowni Prawdziwej Mi�o�ci.
    Oczywi�cie zrobi�em jak mi kaza�. Wykazywa�em prawie taki sam zapa� do uko�czenia kursu jak Albert - �ebym m�g� dalej robi� wszystko, co tylko mo�liwe w tym nowym i przera�aj�cym stanie. Bywa�y jednak dziwne sekundy, w kt�rych nie mog�em si� powstrzyma� przez obracaniem w my�lach tego pytania, a� wreszcie znalaz�em odpowied�. Gdzie ja tak naprawd� by�em?
    W niebie.
    Zastan�wcie si� przez chwil�. Wi�kszo�� warunk�w jest spe�niona, wiecie. M�j brzuch ju� nie bola�, bo nie mia�em brzucha. Moja niewola w �miertelnym stanie ju� si� zako�czy�a, bo ju� zap�aci�em �mierci, co by�em jej winien i ruszy�em ku przysz�o�ci. Mo�e i tym, co na mnie czeka�o, nie by�a wieczno��, ale jej niez�e przybli�enie. Wiedzieli�my ju�, �e wachlarze Heech�w jako no�niki danych wytrzymaj� przez co najmniej p� miliona lat bez znacz�cej degradacji - bo mieli�my oryginalne wachlarze Heech�w, kt�re nadal dzia�a�y - a to jest bardzo du�o femtosekund. Koniec ziemskich trosk - koniec trosk w og�le, z wyj�tkiem tych, kt�re sam zdecydowa�em si� na siebie wzi��. Tak. Niebo.
    Pewnie w to nie uwierzycie, bo nie potraficie zaakceptowa� faktu, �e istnienie w postaci bezcielesnego zbitka bit�w danych na no�niku wachlarzowym mo�e mie� w sobie co� "niebia�skiego". Jednak "rzeczywisto��" jest "rzeczywi�cie" kwesti� subiektywn�. Jako istoty z krwi i ko�ci "rzeczywi�cie" postrzegali�my rzeczywisto�� wy��cznie z drugiej albo z trzeciej r�ki, jako analog wymalowany przez systemy sensoryczne na synapsach naszego m�zgu. Tak zawsze m�wi� Albert. To by�a prawda - albo prawie prawda - nie, to by�a wi�cej ni� prawda, w pewnym aspekcie, gdy� my, bezcielesne zbitki, mieli�my do wyboru znacznie wi�cej rzeczywisto�ci ni� wy.
    Je�li jednak nadal mi nie wierzycie, nie b�d� si� skar�y�. Ile razy powtarza�em sobie, �e tak jest, te� nie uwa�a�em tego za szczeg�lnie niebia�skie. Nigdy przedtem do mnie nie dotar�o, jak to jest straszliwie niewygodnie - z finansowego, prawnego i paru innych aspekt�w - �e nie wspomn� o ma��e�skim - by� martwym.
    Wracaj�c wi�c do pytania, gdzie ja naprawd� by�em? Hm, tak naprawd� to by�em w domu. Od razu, kiedy tylko umar�em, Albert targany wyrzutami sumienia obr�ci� statek. Dostanie si� tam zaj�o mi chwil�, ale nie robi�em nic szczeg�lnego. Co najwy�ej uczy�em si� udawa�, �e �yj�, cho� tak naprawd� by�em martwy. Opanowanie tej umiej�tno�ci zaj�o mi ca�� drog� do domu, gdy� powt�rne przyj�cie na �wiat na wachlarzu Heech�w by�o o wiele trudniejsze ni� narodziny w stary biologiczny spos�b - trzeba by�o to zrobi� aktywnie, rozumiecie. Wszystko, co mnie otacza�o, by�o znacznie obszerniejsze. W pewnym sensie by�em ograniczony do wachlarza, model Heech�w, o obj�to�ci niewiele wi�kszej ni� tysi�c centymetr�w sze�ciennych i w tym sensie zosta�em wyj�ty z gniazda, przeniesiony przez kontrol� celn� i zaniesiony do starego domu nad Morzem Tappajskim, co nie by�o bardziej k�opotliwe ni� przyniesienie dodatkowej pary but�w. W innym sensie by�em obszerniejszy ni� galaktyki, gdy� mog�em bawi� si� wszystkimi nagromadzonymi wachlarzami. Szybszy ni� srebrny pocisk, mobilny jak rt��, b�yskawiczny jak piorun - mog�em i�� wsz�dzie, gdzie dotar�y banki danych ludzi i Heech�w, czyli we wszystkie miejsca, o kt�rych s�ysza�em. S�ysza�em sagi mieszka�c�w breji z �aglowca i polowa�em z pierwsz� ekspedycj� Heech�w, kt�ra schwyta�a australopiteki; gada�em ze Zmar�ymi z Nieba Heech�w (biedne, niewy-gadane wraki, tak kiepsko i w po�piechu zapisane przez niefachow� r�k�, ale nadal pami�taj�ce, co to znaczy by� �ywym). C�. Niewa�ne, gdzie bywa�em; i tak nie macie czasu, �eby o tym pos�ucha�. A to by�o takie �atwe.
    Sprawy ludzkie by�y trudniejsze...
    Do momentu powrotu nad Morze Tappajskie Essie mia�a sposobno�� wypocz��, a ja mia�em czas na �wiczenia w rozpoznawaniu tego, co widzia�em i oboje pokonali�my traum� mojej �mierci. Nie chc� powiedzie�, �e tak ca�kiem z niej wyszli�my, ale przynajmniej byli�my w stanie rozmawia�.
    Najpierw by�y to tylko rozmowy, gdy� by�em zbyt nie�mia�y �eby pokazywa� si� mojej ukochanej �onie jako hologram. W ko�cu Essie rzek�a rozkazuj�cym tonem:
    - Hej, Robin! To jest nie do zniesienia, takie rozmawianie z tob� jak przez telefon. Chod� tu, chc� ci� zobaczy�!
    - Tak, zr�b to! - rozkaza�a druga Essie, przechowywana razem ze mn�, a Albert wtr�ci� si�:
    - Po prostu odpr� si� i pozw�l, niech si� to dzieje samo, Robinie. Podprogramy s� gotowe do pracy. Mimo tych wszystkich zach�t musia�em zebra� ca�� odwag�, �eby si� pokaza�, a kiedy to zrobi�em, moja kochana �ona obejrza�a mnie od g�ry do do�u i rzek�a: - Och, Robin. Jak ty wygl�dasz?
    Ta wypowied� mog�a nie wygl�da� na stwierdzenie kochaj�cej kobiety, lecz wiedzia�em, co Essie ma na my�li. To nie by�a krytyka; to by�o wsp�czucie - Essie pr�bowa�a powstrzyma� �zy.
    - P�niej b�d� sobie lepiej radzi�, z�otko - powiedzia�em �a�uj�c, �e nie mog� jej dotkn��.
    - Tak b�dzie, pani Broadhead - powiedzia� Albert szczerze, przez co sobie u�wiadomi�em, �e siedzi obok mnie. - W tej chwili mu pomagam, ale utrzymywanie projekcji dw�ch obraz�w na raz jest trudne. Obawiam si�, �e oba s� nie najlepszej jako�ci.
    - Wi�c zniknij! - zaproponowa�a, ale on potrz�sn�� g�ow�.
    - Robin te� musi troch� po�wiczy�, pani Broadhead - wydaje mi si� tak�e, �e pani sama mo�e b�dzie chcia�a wprowadzi� par� poprawek w programie. Na przyk�ad otoczenie. Nie mog� skonstruowa� Robinowi t�a - no chyba, �e b�dziemy mieli wsp�lne. Trzeba tak�e zrobi� troch� poprawek z pe�n� animacj�, reakcj� w czasie rzeczywistym, sp�jno�ci� klatek...
    - Tak, tak - odmrukn�a Essie i zabra�a si� do dzie�a w swojej pracowni.
    Wszyscy si� zabrali�my. By�o mn�stwo do zrobienia, szczeg�lnie w moim przypadku.
    W swoim czasie martwi�em si� o wiele rzeczy, a prawie zawsze o te niew�a�ciwe. Strach przed �mierci� w moim fizycznym �yciu pojawia� si� gdzie� na obrze�ach moich trosk - pewnie tak samo jest u was. Moja obawa wi�za�a si� z wymarciem. Nie rozumia�em wymarcia. To stwarza�o wiele nowych problem�w.
    Widzicie, zmar�y nie ma �adnych praw. Nie mo�e niczego posiada�. Nie mo�e dysponowa� �adnym maj�tkiem. Nie mo�e g�osowa� - nie tylko w wyborach na stanowisko rz�dowe, ale nie mo�e te� g�osowa� posiadaj�c udzia�y wi�kszo�ciowe w firmie, kt�r� sam stworzy�. Kiedy ma jedynie udzia�y mniejszo�ciowe - nawet znacz�ce, jak moje w systemie transportowym przerzucaj�cym kolonist�w na planet� Peggy - nikt go nawet nie us�yszy. Jak mawiaj� - r�wnie dobrze m�g�by nie �y�.
    A ja nie chcia�em a� tak nie �y�.
    To nie by�a chciwo��. Jako zapisana inteligencja potrzeby mia�em niewielkie; nie by�o zagro�enia, �e mnie wy��cz� za niep�acenie rachunk�w za pr�d. Chodzi�o o znacznie bardziej pal�c� potrzeb�. Terrory�ci nie znikli tylko dlatego, �e Pentagon przechwyci� ich statek. Codziennie zdarza�y si� zamachy bombowe, porwania i strzelaniny. Dwie inne p�tle startowe zosta�y zaatakowane, a jedna uszkodzona; tankowiec z pestycydem zosta� rozmy�lnie rozbity na wybrze�u stanu Queensland i teraz wymiera�y setki kilometr�w Wielkiej Rafy Koralowej. Prawdziwe wojny toczy�y si� w Afryce, Ameryce �rodkowej i na Bliskim Wschodzie; pokrywa planety z trudem utrzymywa�a ci�nienie w tym szybkowarze. Potrzebowali�my tysi�ce takich transportowc�w jak S. Ja., a kto je mia� zbudowa�, je�li ja nie mia�em g�osu?
    Wi�c oszukiwali�my.
    Historyjka dla medi�w by�a taka, �e Robin Broadhead dozna� wylewu krwi do m�zgu, ale sklecone przez nas k�amstwo g�osi�o tak�e, �e wykazuje sta�� popraw�. Hm, rzeczywi�cie tak by�o. Nie dok�adnie tak, jak to sugerowali�my, rzecz jasna. Ale gdy tylko wr�ci�em do domu, by�em w stanie rozmawia� - przy po��czeniu wy��cznie g�osowym - z genera�em Manzbergenem i paroma osobami z Rotterdamu; tydzie� p�niej ju� si� czasami pokazywa�em, owini�ty pledem dostarczonym dzi�ki bogatej wyobra�ni Alberta; po miesi�cu pozwoli�em ekipie piezowizyjnej nakr�ci� film o mnie, jak to opalony i wysportowany �egluj� sobie naszym jednomasztowcem po morzu. Jasne, ekipa piezowizyjna by�a moja w�asna, a klipy, kt�re si� pojawi�y w wiadomo�ciach by�y bardziej dzie�em sztuki ni� reporta�em, ale to by�a dobra sztuka. Nie potrafi�em jeszcze znie�� konfrontacji twarz� w twarz. Ale nie musia�em.
    Wi�c jak widzicie, tak ca�kiem to wcale sobie �le nie radzi�em. Prowadzi�em moje interesy. Planowa�em i realizowa�em plany, maj�ce na celu uspokojenie fermentu stanowi�cego po�ywk� dla terroryst�w - to nie wystarczy�o, �eby rozwi�za� problem, a�e pozwala�o przycisn�� na chwil� t� pokrywk�. Mia�em czas na wys�uchiwanie zmartwie� Alberta dotycz�cych dziwnych obiekt�w, kt�re okre�la� jako kugelblitz, a je�li nawet wtedy jeszcze nie wiedzieli�my, czym s�, nie mia�o to wi�kszego znaczenia. Brakowa�o mi tylko cia�a i kiedy poskar�y�em si� na to Essie, odpar�a ona z moc�:
    - Na Boga, Robinie, to nie jest koniec �wiata! Ile jeszcze os�b ma taki sam problem?
    - Zredukowanie do postaci banku danych? Nie wydaje mi si�, �eby wiele.
    - Ale problem jest taki sam - podkre�li�a. Wyobra� sobie! Zdrowy, m�ody m�czyzna skacze na nartach, upada i �amie kr�gos�up. Paraplegik, nie? Nie ma cia�a zdolnego do czegokolwiek poza byciem zale�nym, musi by� karmiony, musi si� mu zak�ada� pieluchy, musi si� go my� - tobie tego oszcz�dzono, Robinie. Ale najwa�niejsza cz�� ciebie nadal tu jest!
    - Pewnie - odpar�em. Nie wspomnia�em, a ze wszystkich ludzi Essie by�a t� osob�, kt�rej w najmniejszym stopniu musia�em o tym przypomina�, �e w�r�d moich "wa�nych cz�ci" by�o par� gad�et�w, kt�rym zawsze przypisywa�em du�e znaczenie. Ale nawet w tej dziedzinie straty by�y r�wnowa�one przez zyski. Skoro nie mia�em ju�, powiedzmy, organ�w p�ciowych, nie mia�em tak�e problem�w z moimi nagle skomplikowanymi relacjami seksualnymi.
    Nie musia�em o tym m�wi�. Zamiast tego Essie powiedzia�a:
    - Rozchmurz si�, staruszku. Pami�taj, �e jeste� tylko namiastk� produktu ko�cowego.
    - Co chcesz przez to powiedzie�? - spyta�em.
    - Mia�am du�e problemy, Robinie! System zapisu "�ycie Po �mierci" by�, musz� przyzna�, do�� niedoskona�y. Du�o si� nauczy�am tworz�c dla ciebie nowego Alberta. Nigdy dot�d nie podj�to kompletnej pr�by zapisu ca�ej osobowo�ci bardzo kochanej osoby, kt�ra niestety zmar�a. Problemy techniczne:..
    - Rozumiem, �e by�y problemy techniczne - przerwa�em jej; tak naprawd� nie chcia�em wys�uchiwa�, przynajmniej jeszcze wtedy, szczeg��w o ryzykownym, niesprawdzonym, niezmiernie z�o�onym procesie polegaj�cym na przelewaniu "mnie" z rozk�adaj�cego si� wiaderka mojej g�owy do nastawionego naczynia macierzy zapisu.
    - No pewnie. C�. Teraz mog� spokojniej to robi�. Mog� wszystko precyzyjnie wyregulowa�. Zaufaj mi, Robinie, mo�na jeszcze wprowadzi� poprawki.
    - We mnie?
    - No pewnie, �e w tobie! - Tak�e - powiedzia�a mrugaj�c - w bardzo okrojonej kopii mnie samej. Mam podstawy przypuszcza�, �e dla ciebie to te� mo�e si� okaza� interesuj�ce.
    - Och - odpar�em - jak rany! - W tej chwili bardziej ni� przedtem �a�owa�em, �e nie mog� na chwil� po�yczy� od kogo� jakich� cz�ciej cia�a, gdy� najbardziej pragn��em mie� ramiona i obj�� nimi moj� kochan� �on�.
    A tymczasem �wiaty kr�ci�y si� dalej. Nawet bardzo ma�e �wiaty mojego przyjaciela Audee'go Walthersa i jego skomplikowanej mi�o�ci.
    Kiedy patrzy si� na nie z wewn�trz, wszystkie �wiaty wydaj� si� mie� ten sarn rozmiar. �wiat Audee'ego nie wydawa� si� dla niego ma�y. Szybko rozwi�za�em jeden z ich problem�w; podarowa�em ka�demu tysi�c akcji przedsi�biorstwa zarz�dzaj�cego transportowcem kursuj�cym na planet� Peggy, S. Ja. i jej sp�ek satelickich, Janie Yee-xing nie musia�a si� ju� martwi� swoj� dymisj�; mog�a ponownie zatrudni� sam� siebie gdyby mia�a na to ochot�, albo lata� na Peggy jako pasa�er, gdyby wola�a. Podobnie Audee; m�g� r�wnie� wr�ci� na Peggy i rozstawi� po k�tach swoich by�ych szef�w na polu naftowym; albo nic z tych rzeczy, m�g� nurza� si� w luksusie przez reszt� �ycia; tak samo Dolly. To oczywi�cie wcale nie rozwi�za�o ich wszystkich problem�w; ca�a tr�jka przez jaki� czas snu�a si� bez celu po pokojach go�cinnych, a� wreszcie Essie zaproponowa�a im, �eby wzi�li Prawdziw� Mi�o�� i gdzie� sobie polecieli a� znajd� jakie� rozwi�zanie. Tak te� zrobili.
    �adne z nich nie by�o g�upie - mo�e czasem tak si� zachowywali, ale to si� zdarza wszystkim. Potrafili rozpozna� �ap�wk�, kiedy j� ujrzeli. Wiedzieli, �e tak naprawd� chcia�em, by trzymali g�by na k��dk� na temat mojego obecnego niezbyt przyjemnego bezcielesnego stanu. Wiedzieli tak�e, czym jest podarunek od przyjaciela, a w tym przekazaniu akcji mie�ci� si� tak�e ten element.
    A co nasza ca�a tr�jka robi�a na pok�adzie Prawdziwej Mi�o�ci?
    Chyba nie chc� o tym m�wi�. To niczyj interes - tylko ich w�asny. Zastan�wcie si�. W �yciu ka�dego z nas - przypuszczam, �e w waszym r�wnie�, bo w moim na pewno - zdarzaj�, si� chwile, kiedy to, co robimy i m�wimy nie jest ani �adne, ani znacz�ce. Walczysz z ruchem jelit, przez g�ow� przebiegaj� ci buntownicze i szokuj�ce my�li, puszczasz b�ka, m�wisz jakie� k�amstwo. �adna z tych rzeczy nie ma wi�kszego znaczenia, ale nikt si� nie obnosi z tymi aspektami swojego �ycia, przez kt�re wygl�da na �miesznego, godnego pogardy czy nikczemnego. Zwykle nikt si� z nimi nie obnosi, bo nikt ich nie dostrzega - ale od chwili, kiedy mnie poszerzono, zawsze jest kto�, kto je widzi, a tym kim� jestem ja. Mo�e nie tak od razu. Ale pr�dzej czy p�niej, kiedy wspomnienia wszystkich zostan� dodane do bazy danych, nie b�dzie ju� �adnych osobistych tajemnic.
    Co� jeszcze opowiem o prywatnych problemach Audee'go. Motywem jego dzia�a� i przyczyn� jego zmartwie� by�a pi�kna i wspania�a rzecz: mi�o��. Ale frustracj� dla jego mi�o�ci tak�e powodowa�a mi�o��. Kocha� swoj� �on�, Dolly, gdy� nauczy� si� j� kocha�, kiedy byli ma��e�stwem; tak jego zdaniem powinno to wygl�da� w przypadku ma��e�stw. Ale Dolly porzuci�a go dla innego cz�owieka (w przypadku Wana traktujmy to okre�lenie z przymru�eniem oka), a Janie Yee-xing pojawi�a si� w por�, by przynie�� mu ukojenie. Obie by�y atrakcyjne. Ale by�o ich za du�o. Audee by� r�wnie monogamiczny co ja. Gdyby zdecydowa� si� by� z Dolly, na drodze sta�a mu Janie; by�a dla niego dobra; by� jej winien jaki� rodzaj troski - mo�ecie to nazwa� mi�o�ci�. Ale pomi�dzy nim a Janie sta�a Dolly: kiedy� planowali wsp�lne �ycie i on nigdy nie mia� zamiaru tego zmienia�, a to te� mo�na okre�li� jako mi�o��. Spraw� komplikowa�o jeszcze bardziej wra�enie Audee, �e powinien jako� ukara� Dolly za to, �e go porzuci�a oraz co� w rodzaju niech�ci do Janie, �e sta�a mu na drodze - pami�tajcie, m�wi�em, �e s� rzeczy godne pogardy i �mieszne. Kolejn� komplikacj� by�y r�wnie zawi�e uczucia Dolly i Janie...
    Chyba niewiele brakowa�o, �e odczuliby ulg�, kiedy dryfuj�c na orbicie po wielkiej kometarnej elipsie, po kt�rej lecieli w stron� asteroid�w pod k�tem do p�aszczyzny ekliptyki, ich dyskusja, bez wzgl�du na to, o czym traktowa�a, zosta�a przerwana gwa�townym wci�gni�ciem powietrza przez Dolly i ostrym krzykiem Janie, za� Audee Walthers odwr�ci� si� w stron� ekranu i zobaczy� ca�� flotyll� statk�w bardziej licznych i znacznie wi�kszych ni� cokolwiek, co istoty ludzkie widzia�y kiedykolwiek w Uk�adzie S�onecznym.
    Nie ulega w�tpliwo�ci, �e byli �miertelnie przera�eni.
    Ale nie bardziej ni� ca�a reszta ludzko�ci. Na ca�ej Ziemi, wsz�dzie w kosmosie, gdzie znajdowa�y si� istoty ludzkie i urz�dzenia telekomunikacyjne zdolne do przekazywania wiadomo�ci, zapanowa�o przera�enie i szok. Spe�ni� si� najgorszy koszmar, jakiego obawia�a si� ludzko�� przez jakie� ostatnie sto lat.
    Heechowie wracali.
    Nie ukrywali si�. Byli tam - i to tak liczni! Czujniki optyczne stacji orbitalnych wykry�y ponad pi��dziesi�t statk�w - i to jakich! Dwana�cie albo czterna�cie r�wnie du�ych, co S. Ja. Kolejny tuzin jeszcze wi�kszych, ogromnych kulistych konstrukcji, jak ta, kt�ra po�kn�a �aglowiec. Jakie� pi�� po�rednich, na kt�re Podniebny Pentagon patrzy� podejrzliwie, wysuwaj�c hipotez�, �e s� to kr��owniki, a wszystkie nadlatywa�y prosto z kierunku Wegi. M�g�bym uj�� to tak, �e si�y obronne Ziemi zosta�y zaskoczone, ale to by�oby pochlebcze k�amstwo. Prawda by�a taka, �e Ziemia nie mia�a �adnych godnych wzmianki si� obronnych. Oczywi�cie, �e by�y statki patrolowe, ale zbudowano je, by Ziemianie mogli walczy� z innymi Ziemianami. Nikomu nie przysz�o do g�owy, �eby rzuci� je do walki z p�mitycznymi Heechami.
    A potem do nas przem�wili.
    Komunikat wyg�oszono po angielsku; by� kr�tki.
    - Heechowie nie mog� pozwoli� na podr�e i komunikacj� mi�dzygwiezdn� z wyj�tkiem pewnych szczeg�lnych przypadk�w, o kt�rych oni zadecyduj� i kt�re b�d� nadzorowa�. Nale�y zaprzesta� wszelkich innych takich dzia�a�. Heechowie przybyli, by je powstrzyma�. - I to by�o wszystko zanim osoba wyg�aszaj�ca przem�wienie potrz�sn�a bezsilnie g�ow� i znik�a.
    To brzmia�o troch� jak wypowiedzenie wojny.
    I tak zosta�o zinterpretowane. W Podniebnym Pentagonie, w orbituj�cych fortecach innych narod�w, we wszystkich organach decyzyjnych �wiatowych pot�g odbywa�y si� gor�czkowe spotkania, konferencje i sesje planistyczne; statki �ci�gano do bazy w celu dozbrojenia, inne kierowano w okolice floty Heech�w; u�pione od lat bronie orbitalne testowano i regulowano; by�y zapewne r�wnie bezu�yteczne jak kusze, ale skoro by�y jedyn� rzecz�, kt�rej da�o si� u�y�, to chciano u�y� ich w walce. Ca�y �wiat ogarn�o przera�enie i szok.
    Ale chyba nikt nie do�wiadczy� wi�kszego zdumienia i zaskoczenia, ni� moi domownicy; gdy� Albert natychmiast rozpozna� osob�, kt�ra wyg�osi�a ultimatum Heech�w, Essie zrobi�a to sekund� p�niej, jeszcze zanim ja ujrza�em jej twarz. To by�a Gelle-Klara Moynlin.



Strona g��wna     Indeks